Zobacz pojedynczy post
Stare 16-07-18, 14:34   #10
mexiunio
 
Zarejestrowany: Sie 2012
Postów: 282
Domyślnie

Nie uwierzycie, co ostatnio odjebałem xD
Zacznę od tego, że jestem znanym i lubianym piwniczakiem, choć mam ponad pięćdziesiąt lat. Niech jednak mój wiek was nie zmyli - moje jestestwo w zasadzie nie różni się od typowego 18-letniego anona siedzącego 24/7 w piwnicy, lurkującego śmieszne strony w Internecie itp. Od czasu do czasu lubię też pójść na imprezę i najebać się jak świnia i o tym właśnie będzie ta historia.
Koło południa zadzwonił do mnie Tomek, przyjaciel od lat, informując, że kręci jakąś domówkę, będzie dużo loszek-milfów, hektolitry wódy i wszelkie narkotyki, jakie tylko widział świat. Zdziwiło mnie to troszkę - wszak nie często mam okazję najebać się w środę, jednak stwierdziłem, że życie jest za krótkie, żeby patrzeć na dni tygodnia. Poza tym i tak nie mam roboty, więc w sumie co to za różnica. Umyłem się, ułożyłem włosy, założyłem najlepszą hawajską koszulę jaką miałem oraz eleganckie okulary i już przed 21 byłem u Tomka, wcześniej kupując w sklepie połówkę krupnika. Dodam, że jestem nieśmiały, więc po drodze wypiłem dodatkową ćwiartkę na raz, dzięki czemu przekraczając próg jego mieszkania czułem się bardzo dobrze. Tomek przywitał mnie żółwikiem, po czym drugą ręką podał mi niewielką tabletkę i powiedział, żebym ją połknął, to poczuję się lepiej. Znam go od lat - na pewno nie dał by mi jakiegoś gówna, toteż posłusznie wykonałem polecenie. Wchodząc do mieszkania okazało się, że impreza już trwa, a dla pewnej karyny nawet się kończy. Przywitałem się ze wszystkimi, gadka-szmatka, jednak czułem, że są bardziej pijani ode mnie, a rzekoma tabletka to chyba była aspiryna, bo w smaku podobna, a żadnych innych efektów nie czułem, toteż pod pretekstem defekacji udałem się do toalety, gdzie opróżniłem około połowy flaszki, do której później nalałem wody, aby nie wzbudzić podejrzeń. Miałem już wychodzić, jednak mój organizm stwierdził, że to idealny czas na dwójeczkę. Usiadłem więc na tronie. Okazało się, że Tomek ma zajebisty, złoty kibel. Zrobiłem co miałem zrobić, jednak wtedy stało się to, czego obawia się każdy internetowy śmieszek, który przeczytał pastę o podcieraniu się Biblią. Zabrakło papieru. Kurwa mać - pomyślałem. (Warto było pięć lat studiować, żeby móc myśleć w tak oświecony sposób) Rozglądnąłem się i znalazłem mały kosz na śmieci. W nim jakieś kolorowe skarpetki oraz zużyte podpaski jednej z dziewczyn. No nie, kurwa, nie zrobię tego. Szybka analiza - wolę ujebać kupą czyjeś skarpetki czy mieć na sobie rozmazany kał z krwią jakiejś losowej laski? Ani to ani to. Dobra, zrobię to tak, jak robią w Indiach - użyję lewej ręki. Było to jedno z najmniej przyjemnych uczuć na świecie, ale udało się. Rękę później umyłem i już miałem wychodzić, jednak to, co zobaczyłem przerosło moje wszelkie przypuszczenia. Kibel był po drugiej stronie (do tego zatkany na tyle, że prawie wylewała się woda), ja natomiast nasrałem Tomkowi do puzonu. Ja pierdolę, nie wiem czym on mnie poczęstował, ale chyba jednak działało. Poza tym kto trzyma puzon w łazience? Nie mogłem zostawić mojego gówna w instrumencie, więc obmyśliłem plan. Wyjąłem te jebane skarpetki z kosza, włożyłem do nich moje własne gówno i założyłem na stopy, na które później założyłem buty. Miałem szczęście - mój kloc był z gatunku tych nie śmierdzących, dzięki czemu poza lekkim dyskomfortem, mogłem wyjść nie wzbudzając niczyich podejrzeń.
-Co tak długo stary? Spytał Tomek. "Sorki, nasrałem Ci do puzonu, a później włożyłem gówno do skarpetek które założyłem" - pomyślałem, ale powiedziałem jedynie, że źle się poczułem i że, hehe na pewno wódka będzie dobrym lekarstwem. Powiedziałem także, że jestem po kilkunastu godzinach pracy i wolałbym nie zdejmować butów, co z lekkim zdziwieniem, zaakceptował. Zaczęliśmy ładować wódkę, czułem, że jutrzejszego dnia niewiele będę pamiętać. Po kilkudziesięciu minutach zapoznałem się z milfami, jedna z nich wpadła mi w oko, co prawda miała na imię Grażyna, ale jej piersi rekompensowały chujowość imienia. Rozmawialiśmy bardzo długo i wydawało mi się, że coś z tego może być. Temat zszedł na tematy muzyczne, okazało się, że jest po szkole muzycznej i interesuje się muzyką klasyczną. Wspominaliśmy Pana Zbigniewa Wodeckiego. Nagle powiedziała, że potrafi grać na każdym instrumencie dętym. Będąc totalnie najebanym odpowiedziałem, że świetnie się składa, bo Tomek ma puzon w toalecie. Tak, dobrze myślicie. Grażyna powiedziała mi, żebym udał się do pokoju na piętrze. (zwanego przeze mnie i Tomka "ruchalnią", gdyż znajduje się tam jedynie łóżko. W sumie nie mam pojęcia po chuj on ma ten pokój, bo sam śpi gdzie indziej, a jedynym przeznaczeniem tego są przypadkowe zbliżenia najebanych na domówkach osób). Dodała, że poza puzonem potrafi grać także na flecie. Wziąłem więc wódkę i udałem się do ruchalni. Kilka chwil później przyszła także Grażyna. Polałem alkohol i totalnie pijany poprosiłem, żeby zagrała. Spytała, czy wolę najpierw na flecie, czy na puzonie. Odpowiedziałem, że na puzonie. Dlaczego? Nie wiem. Ale zaczęła grać. Właściwie "grać" to za wiele powiedziane. Wiecie, puzon to ten instrument, który pojawia się na każdym marszu czy pochodzie, grają na nim same stare dziadki idące w ostatnim rzędzie, a jedyny odgłos, który się z niego wydobywa, czyli PRRRRR, potrafię wytwarzać sam (i to prawdopodobnie z szerszym repertuarem). Po chwili zaproponowałem jej wódkę i grę na flecie. To też nastąpiło. Grażyna rozpięła moje spodnie i zaczęła mi robić loda. Dopiero w trakcie dotarło do mnie, że te usta, które teraz dotykają mojego ciała, jeszcze kilka chwil wcześniej dmuchały w puzon, w którym znajdował się mój stolec. Gdy tylko to się stało, zwymiotowałem na Grażynę. Przestała, a w jej oczach widziałem zdziwienie, przerażenie i strach. Czas spowolnił. W jednej chwili przeanalizowałem, że jak zacznie krzyczeć, to zlecą się tutaj wszyscy, Zobaczą zarzyganą ją, brudny puzon i mnie z opuszczonymi do połowy spodniami. Musiałem więc jej to uniemożliwić. Zamknąłem oczy i uderzyłem ją z całej siły kolanem w czoło. Zadziałało. Faktycznie nie krzyknęła. Na szczęście nie krwawiła, dzięki czemu położyłem ją na łóżku, zdjąłem jej spodnie i obok jej tyłka położyłem puzon. Zupełnie najebany pobiegłem do Tomka i powiedziałem, że chyba mamy kolejnego zgona. Trochę się przestraszył, jednak zawołał jakieś jej koleżanki, które ją trochę ogarnęły, a ja dokończyłem swój alkohol i powiedziałem, że muszę wracać do siebie. Tomek dał mi jeszcze mały woreczek z białym proszkiem i powiedział, że gdy zacznie łapać mnie kac, powinienem to wciągnąć. Dalszych losów Grażyny nie znam, możliwe, że nie żyje.
Wracając nad ranem spotkałem Michała. Kolegę-żula, który kiedyś był zajebistym gościem, a teraz wóda go trochę kończyła. Spytał, czy mógłby u mnie się przespać, bo dawno nie spał na miękkim. Zgodziłem się, wszak Jezus kazał pomagać. Będąc już u mnie poszedłem spać, jednak zostałem obudzony dosłownie 3 godziny później właśnie przez Michała, który dzierżąc amarenę w ręku stwierdził, ze dobrze jest dobrze zacząć dzień. Brzmiało jak plan. Zmięty jak mało kiedy - zgodziłem się. I faktycznie, po pierwszych kilku łykach, które smakowały fatalnie, kolejne były już okej. Piliśmy tak do południa, po czym powiedział, że musi lecieć. Pożegnaliśmy się, więc udałem się do swojej piwnicy i zacząłem lurkować internet. O kurwa, Donald Trump był w Polsce. Tyle mnie ominęło. Państwo Polskie wreszcie odzyskuje godność - pomyślałem. Po paru godzinach kac zaczął mnie dopadać, więc dokładnie o 19:30 wciągnąłem zawartość torebki i faktycznie - czułem się lepiej. Pobudzony, bardzo chciałem z kimś pogadać, jednak zgubiłem gdzieś telefon. Tak mijały minuty i nagle przyszło połączenie na skype. Myślę sobie - zajebiście, porozmawiam z kimś. Nawet nie zdążyłem zobaczyć, kto dzwoni, szybko nacisnąłem słuchawkę i usłyszałem:
"Minęła dwudziesta, Michał Rachoń! Tak spoglądam, co Pan taki czerwony?"
O kurwa! No to improwizujemy. Gadałem przez dwadzieścia minut na żywo w TVP o wizycie Trumpa, podczas której ja najebany piłem amarenę z kolegą-żulem, mając w pamięci nasranie do puzonu i narzyganie na Grażynę. Co więcej - nie zdjąłem skarpetek i podczas rozmowy zaczęły bardzo nieładnie pachnieć. Okazało się, że jest na nich napisane TRUMP. Widocznie Tomek nie był zadowolony z wyników wyborów i wyjebał je do kosza. Pobudzony amfetaminą pomyślałem, że zabawnym będzie, jeśli pokażę je na wizji. Może stanę się memem, a tylko ja będę znać prawdę: Pokazałem dziesiątkom tysięcy Polaków skarpetki, do których musiałem włożyć gówno bo pomyliłem puzon z kiblem. Przejdę do historii.

Ale z Tomkiem już nie piję.

mexiunio jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem